Jak choroba w tancu moze pomoc.

Wlasnie sie troche wolniejszym czlowiekiem zrobilam... wyslalam prace o Zydach do sprawdzenia! Witaj czasie wolny od liter i mysli naukowych!;)

U nas zima zabielila sie na calego... zimno, bialo, sniezy... Takie adwentowe klimaty. Calkiem przyjemne w sumie, gdyby nie fakt, ze ziscilo sie moje marzenie zapasci na chorobe jakas i w zwiazku z tym troche umieram. Niech nikt nie mowi, ze mysl nie ma sily sprawczej! Rzucona w odpowiednim momencie, w odpowiednim czasie z odpowiednim ladunkiem energetycznym napewno sie zrealizuje. Juz kilkanascie razy swiadomie to zaobserwowalam, teraz dolacza do statystyk to cholerne przeziebienie, co mnie wykancza od piatku.

Oczywiscie takie tam przeziebienie, z lichym 39 na termometrze, nie powstrzymalo mnie przed wczorajszym wyjazdem na koncert do K. Troche sie slanialam w miedzyczasie, ale nie podpadlo, bo wszyscy falowali;) Mozna nawet rzec, ze choroba w tancu pomogla. Bylo cudnie. Koncert strasznie rockowy i strasznie dla Boga... Nie da sie opisac klimatow... Pelno przeroznych kolorowych ludzi. Przedzial wiekowy chyba od 10 do 100.. I wszyscy byli tam dla Boga! Fenomenalne uczucie. Wiele z osob tam bedacych nie podejrzewalabym nawet o religijnosc, o Wiare, a tu popatrzcie panstwo...

Wrocilam w nocy taka martwa, ze prawie sie zakaszlalam na amen, ale tez taka happy i wzburzona myslowo, ze nie moglam spac. Jakze niesamowitym jest uczucie, ze nawet w takim miejscu, jak szalony koncert rockowy, Bog mowi, a ja Go slysze.

Jeszcze 8 dni. Do domu 8 dni. Odliczam. Ciesze sie. Przetupuje z nogi na noge, jak napisala szaaa...manka w komentarzu. Trafne okreslenie;) Jakbym miala 4 nogi, to bym przetupywala jeszcze czesciej;)

Te ostatnie dni, ktore mi tutaj zostaly mam zamiar spedzic spokojnie i przedswiatecznie. Jakies prezenciki pokupowac, poodwiedzac przyjaciol i znajomych, popiec ciastka z G. W weekend  babski wieczor- kino i jakas wloczega nocna przy piwie, ewentualnie talerzu..

Powoli nadchodzi czas pozegnania. Ale kazde pozegnanie jest jednoczesnie powitaniem. Tego nauczylam sie w ostatnich 10 latach. Dlatego smutek relatywizowany jest radoscia.

Strasznie sie zrobilam monotematyczna ostatnio..;) tylko ten powrot do domu mi w glowie..;)

Komentarze

  1. U mnie też biało, tak spokojnie się w związku z tym zrobiło (no może z wyjątkiem skrobaniem szyb w samochodzie)... i też czekanie na te święta. Niech wreszcie przyjdą i będzie zamieszanie, porządkia, goście, pichcenie w kuchni. Też przetupuję z nogi na nogę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm... zastanawiam się, czemu przestałaś się do mnie odzywać? Żadnego maila, rozmowy... nic... ???

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem obecnie nie u siebie, a to oznacza ograniczony dostep do sieci, tylko takie wloty i wyloty...;) sorki, to zadne zle pomyslunki, to po prostu brak mozliwosci. Rowniez gg mam martwe, pozdr

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Instrukcja obsługi Trochę Wiosny.

Co z tą dorosłością?

Może napije się Pan ze mną kawy, Panie dzieju?