Posty

Oszukana

Obraz
Czuję się oszukana. Pierwszego września nastał październik i to w dodatku jego druga połowa. Dżdżyście, zimno, ciemno, człowiek zaczyna nosić skarpetki po domu. Nagle przypomina mi się, gdzie są świeczki zapachowe i herbata z goździkami. Na szydełko wskakuje ciepła chusta jesienna w jakże jesiennych brązach. Nawet zwierzątka szydełkowe robią mi się jesienne. Był kot w czapce, a teraz owca się czai. Bo czyż owca nie kojarzy się z chłodem?

Podkreślam to jeszcze raz-czuję się oszukana. Miał być zaczarowany wrzesień, żółto czerwonawy na obrzeżach. I co? I nie ma. I nawet nie chce mi się sprawdzać, gdzie on jest, bo to mnie może jeszcze bardziej zirytować, jeśli okaże się, że buja się on np. na Malediwach. Że leży w siatkowym hamaku, sączy drinka z parasolką i zanurza stópki w ciepłej wodzie. Wodząc wzrokiem po horyzontalnym błękicie i bieli. I myśli sobie- chwała Bogu za last minuty w dobrych cenach, dzięki temu nie siedzę w tej dziwnej Polsce, gdzie zimno, ciemno i ustawowo chce się izolo…

Chleb z miodem a sens życia

Na śniadanie jem dziś chleb z miodem i popijam mlekiem. Przypomniało mi się, że takie śniadanie jadałam, jako dziecko, u dziadków na wsi. Stół stał w kuchni przy wschodnim oknie, przez które wpadało poranne słońce, bo u babci wstawało się wcześnie. Nie dlatego, że się lubiło, tylko siłą rzeczy, bo dziadek od 4 rano naparzał radiem Wolna Europa. Babcia krzątała się po domu i obejściu, jej całe życie było krzątaniem. Nigdy nie widziałam babci odpoczywającej. Wtedy mnie to nie dziwiło, a nawet to lubiłam, jako że moja mama większość czasu leżała, odpoczywała i chorowała.

Z upływem lat łapałam się na tym, że boję się odpoczywać, że to złe. W obecności innych ludzi zawsze szukałam sobie zajęcia, czułam, że tylko to nadaje mi wartość. Teraz często odpoczywam. Robię to, co trzeba i odpoczywam. Bo tak mi się podoba, bo chcę żeby życie mnie nie bolało... Dłubię moje maskotki szydełkowe, przesadzam i podlewam kwiaty, czytam książki, oglądam seriale i przy tym odpoczywam. Bo życie na mnie nie poc…

Drożdżówka z domniemanym zakalcem

Obraz
Co robisz? Zapytał mąż. Drożdżówkę. Acha i koniec pytań, bo dla męża drożdżówka to ciasto, które niepotrzebnie śmierdzi drożdżami, ale zjeść od biedy można. Żadnych dalszych pytań, ot kobieta robi ciasto..

Och, żeby to takie proste było!

Przyznaję-piekę sporadycznie. Z naciskiem na sporadycznie;))) I nie z lenistwa, nie nie! Ja nawet czasem mam zapał do pieczenia. Ale wychodzi na to, że zapał zapałem, a proces wypiekania pulchnych, pachnących ciast i bab i mazurków, to całkiem odmienna historia. Są dwa rodzaje wypieków które lubię: pierniczki, bo mnogie i nie podpadnie, jak połowa odpadnie i tzw. czekoladowa chmura, bo musi opaść;)

Ale wracając do drożdżówki.. Uwielbiam! A z truskawkami, a z rabarbarem, a kruszonka i lukier..mmmmm...umieram z rozkoszy! Cukier we krwi 4 tysiące, ale raz się żyje! No, więc kupiłam wczoraj truskawki. Kobiałkę. Lubię kupować w kobiałce, bo to fajna nazwa. W przeciwieństwie do "kiszki", wyrazu wysoce obrzydliwego. Kobiałka zatem w domu, truskawki si…

Promilki

Poczuciem komfortu, a nawet małego szczęścia( nie mylić z Wielkim Szczęściem, kategorią zarezerwowaną dla narodzin dzieci, dnia ślubu, bo reszta dni bywa różna, pierwszego ząbka po przeryczanych kilkunastu nocach itd) jest dla mnie poranna świadomość, że mam już ugotowany obiad! Takie proste, a takie uwalniające uczucie! Dla mnie, rzecz jasna... Nie lubię gotować, a jeszcze bardziej planować gotowania. W marketach moje oczy namolnie uciekają w kierunku gotowców- gołąbków w słoiku, łowiczowskich garnków węgierskich i innych sosów bolońskich. Uważam, że człowiek, który wynalazł gotowce powinien dostać nobla.

Takie przemyślenie miałam dzisiejszego poranka rozmrażając bułki do zupy warzywnej ugotowanej już wczoraj. Promilek szczęścia we wtorek.

Odnośnie promilka, to często taką nazwę mają całodobowe sklepy alkoholowe:))))))

Życie i uczucie szczęścia jest sumą promilków. U jednych dosłownie, u innych w przenośni. Promilki powodują radosne  prykotania serca, są punktami, które zapamiętujemy na…

Czasem lepiej jest pozwolić łzom się poturlać

Obiecałam Komuś, że uczynię dziś wpis. Zapuściłam się w ostatnich miesiącach nie pisząc, obiecałam poprawę;)

Piszę jednak nie tylko dlatego, że obiecałam, piszę, bo przetoczyło się dziś we mnie tyle emocji, tyle myśli i smutku splecionego z radością, że nie ogarnę tego bez wpisu. bez uporządkowania choćby słowem ...

Życie nie czeka, na nikogo. Widzimy to po naszych dzieciach, które mają coraz większe stopy, coraz mniej chcą się przytulać, wyfruwają z domów na studia, mają swoje sprawy i sprawki. Nam przybywa zmarszczek i.. łaskawości dla siebie samych. To, co jeszcze niedawno spędzałoby nam sen z powiek, staje się nieistotną błahostką, w zestawieniu z wyzwaniami, które się nie kończą. Nasi mężowie tracą włosy, my żony, zaczynamy podkreślać brwi, bo nasze dostają prześwitów. Nasi rodzice się kończą, wymagają opieki, zrozumienia, tolerancji. Zapomnienia i wybaczenia tego, co nam zrobili niefajnego. Kiedyś nasze dzieci będą na takim etapie, wybaczania nam naszych rodzicielskich win.

Myślę, …

Strefa komfortu

Ktoś mi dzisiaj życzliwie powiedział, że mam wyjść z mojej strefy komfortu.. Że niby ze swojego małego bunkra, zwanego codziennością.

Obruszyłam się przez całe 20 sekund, że co? Że ja? W strefie komfortu? Moja codzienność jest przecież taka chwilami trudna, tak mnie czasem więzi.. I już miałam dosiąść rumaka żałości, kiedy pomyślałam z uśmiechem, że tak przecież jest! Przecież sama tak uważam, kiedy mam szczerą łączność ze sobą:)

Jeszcze kilka lat temu tak bym nie pomyślała, bo faktycznie było ciężko... przyzwyczaić się do myśli, że to, co sobie wymyślimy na życie, kompletnie rozpada się w zderzeniu z ciężarówką rzeczywistości. Dzieci mają się wtulać w matki, a nie wyginać w łuk, kiedy się je przystawia do piersi. Mają ślicznie gaworzyć i potem słodko zagadywać sąsiadów w windzie. A nie biegać na paluszkach w kółko i machać rączkami, jak motylek. Matki mają mieć satysfakcjonującą pracę, a nie być wyrywane z pracy, żeby natychmiast odebrać "TO" dziecko z przedszkola, bo rzuca ł…

Wesołych Świąt!

Wigilijny poranek. Dom jeszcze śpi, choć zbliża się dziesiąta. Niech śpią, mam ciszę dla siebie. Kto powiedział, że w Wigilię trzeba wstawać skoro świt i biegać w amoku po kuchni, tylko po to, żeby kolacja rozpoczęła się punktualnie? Nie oszukujmy się, że stoimy na balkonach i szukamy pierwszej gwiazdki, żeby móc rozpocząć. Prawie nikt już tego nie robi, a szkoda. Zatem punktualna Wigilia, jak dla mnie, jest wtedy, kiedy jest..

Bo ważniejsi od godziny są dla mnie ludzie. Niech się ludzie w Wigilię zatem wyśpią.

Co roku tłumaczę synkowi sens Świąt Bożego Narodzenia i co roku coraz więcej widzę w jego oczkach zrozumienia. I jestem dumna. Z nas. Że dajemy radę ogarniać ten autyzm, który czasem przeszkadza zrozumieć..

Synek wczoraj już sam powiedział, że to nie prezenty są ważne, że są tylko dodatkiem. Że najważniejsza jest miłość. Trochę go zbiły z tropu moje rozważania na temat smutku wigilijnego, który od zawsze w sobie noszę. O tych, którzy samotnie usiądą do stołu, o tych, co tego stołu…