Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2014

Historia chłopa i baby

Jak co roku, o tej porze, moje dziecko obchodzi urodziny. Zapraszam rzecz jasna całą zaangażowaną rodzinę i próbuję zaangażować w prace domowe męża. Jak co roku kosztuje mnie to jakiś gadżet, tym razem będzie to telefon..

Jak co roku ogarniają mnie przeróżne myśli, chęci i emocje. Niektóre niecenzuralne, inne mniejszego kalibru, bo tylko ucieczkowe.

Jak co roku w ciągu jednego dnia robię to, co każda porządna synowa zrobiłaby już 3 dni wcześniej;)

........................................................................................................................

- Mamo, gdzie kupię TE DOBRE ziemniaki? Jak, co roku pytam teściową, bo jak co roku nie mam pojęcia, które tym razem ziemniaki są dobre..

- Pójdziesz tam przy ganku, zaraz od wejścia, w tym pierwszym takim, ooo..ooo.. takim stoisku. Tam stoi taki chłop i ma ziemniaki.

Zonk. Chłopów na targowisku w sobotę rano jest około 2 milionów. Teść chyba zobaczył rozpacz w moim wzroku..

- Pierwsza alejka w prawo, chyba 2 stoisko, sprzedaje t…

Wyż

Wstałam dziś rano z głębokim przekonaniem, że życie jest zajebiste!:)

Buro i byle jak za oknem, ludzie takie mroczne się snują, brzydkie miny nawet robią, a mnie to nic a nic nie rusza. Śmigam jak kuna ciepłym autkiem do robotki. Stasiu Sojka drogę mi umila śpiewając z całym przekonaniem, że Polska deszczowa, a bez miłości, to absolutnie nic. Na parkingu uśmiechem wita mnie pan Marek i od rana opowiada historię swojej pierwszej żony pijaczki:) Życzę mu dobrego dnia i biegnę do biura roześmiana. Mam nowe buty, zgrabny tyłek, fajne plany na następne weekendy i wyż schizofreniczny:)

Niby zwykły piątek, a łaskawy taki.

Niech i dla Was taki będzie..



Kiedy zaśnie

Weekend upłynął mi w tak przyjemnych klimatach, że straciłam czujność. Najnormalniej w świecie zaprowadziłam dziecko do przedszkola i udałam się do pracy. Pełna spokoju, że świat jest ok.

Około 11.30 chuj bombki strzelił i świat przestał być normalnym. Dostałam telefon z przedszkola, że trzeba niezwłocznie zabrać dziecko, ponieważ "gryzie, bije, krzyczy i rzuca krzesełkami" Że niby zagrożenie dla siebie i innych.

Pakując się w biurze nie wiedziałam, co do której torby wrzucam i po co. Nie widziałam jak jadę i jakie mam światła. Dzwoniłam z drogi do przedszkola, do terapeutki, do dziadków i męża. Cud, że dojechałam bezkolizyjnie.

Dziecko już odebrane czekało na mnie w domu.

Spokojne.

Pozornie spokojne. Autystycznie spokojne, ustawiające ludziki lego w rządkach, gryzące paluszki i z obłędem w oczach. Na pytanie, co się działo w przedszkolu usłyszałam: wszystko było super, byłem bardzo grzeczny, bawiłem się ładnie, aż odebrała mnie babcia..

Mój piękny chłopiec jest taki mądry. Tak st…
- Może nie wszystko nam wychodzi. I często wkurwiamy się nawzajem do granic obłędu, ale co, jak co- skręcanie szaf wychodzi nam prima sort! - Powiedziałam do męża dziś wieczorem.

- Tylko tych szaf mamy już powoli tyle, że trzeba będzie znaleźć inną formę wspólnego spędzania czasu- z głupim uśmiechem odpowiedział mąż.

Ano trzeba będzie:)

Ukończyliśmy meblowanie przedpokoju. Wygląda ładnie. W końcu mam miejsce na moje wszystkie buty;) Sobota uciekła na pracy przegryzanej kebabami i przepijanej kolejnymi kawami. Lubimy razem pracować, odnajdujemy w tym przyjemność i pożyteczność.

Dzień zakończyliśmy pysznym jeżynowym winem i przeglądaniem informacji o Islandii. Nagle naszła nas ochota poznania tego kraju. Piękny jest. Tak sobie myślimy, że może w takiej Islandii, w domku z trawą na dachu, życie nie przeciekałoby tak szybko przez palce..

Może.

[gallery ids="952"]







Reset

Cały dzień w drodze.

Zebraliśmy się z Synem osobistym od rana prawie samego i wyruszyliśmy w trasę gdzieś. Nie wiedzieliśmy w sumie gdzie, ale zostawiliśmy tą kwestię otwartą, uznaliśmy, że sprecyzujemy się z czasem.

Dotarliśmy do galerii, tam nabyliśmy rzeczy potrzebne jak zeszyty, teczki i kartki do rysowania. I niepotrzebne, takie jak zestaw lego i książeczka lego z ludzikiem.

I jeden zeszyt z kucykami Pony, ale to cicho szaaaa, bo Synek się ukrywa z miłością do nich.

Potem ruszyliśmy przed siebie, gdzie oczy poniosą, czyli do moich rodziców, dziadków Syna mego. Dotarliśmy tam elegancko około obiadowo, co niech nie myli, że na obiad. Obiad niby jakiś był, ale trudno było zidentyfikować, cóż to, więc uprzejmie zrezygnowaliśmy.

Syn po krótkiej chwili zabawy i złożeniu zestawu nowego oznajmił, że chce wyjść przed blok, na co mu skrzętnie pozwoliłam. Jako, że życie w Małym Mieście nie jest jeszcze tak dzikie i niebezpieczne, jak w Większym. Pozwalam zatem Młodemu czuć się strasznie samodzie…
Powiem krótko i mało elegancko: dupowaty tydzień za mną. Tydzień, w którym zgubiłam jeden dzień, bo po wtorku zrobił się czwartek.

W przedszkolu wyszedł jakiś dym z terapeutką, co mi dziecko metodą holdingu ściskała. 3 dni w plecy z nerwów. Zwalnianie z roboty, jeżdżenie do placówki, gadanie z wszystkim świętymi.

Dziecko ciągnie nosem i marudzi, mąż ciągnie nosem i umiera, teściowa ciągnie nosem i narzeka.

Dwa lub trzy razy zdarzyło mi się na gazetę uniknąć wypadku, bo jeżdżę z głową pełną myśli i nie widzę innych samochodów..

Samochód zaczął wydawać dziwne dźwięki, jakby mu się coś w środku urywało.

Mąż ma kolejny tydzień nadgodzin, widujemy się 15 min porankami. A i tak udało nam się pożreć.

Dostałam za wcześnie okres.

W pracy.

W jasnych spodniach..

Muszę dodawać więcej?





P.S. Mój kochany Kumpel poradził mi- "idź na masaż czy inne spa, czy co tam kobiety dają sobie robić..;)"  Uważam, że mądrzejszych słów usłyszeć nie mogłam.

Dam sobie dziś zrobić kąpiel z pianką..



Strach

Znowu dopadła mnie bezsenność. Noce mijają na gonitwie myśli i zmęczonym posypianiu. Kiedyś zwariuję, jak bum cyk cyk..

Nie piszę tu za często, bo mi wena zdechła. Wystarcza jej ledwo na wymyślenie obiadu raz w tygodniu. Na opisanie tego, co mi się nocami po głowie tłucze, już nie.

Bo jak ubrać w litery strach?

Strach, to strach. I tyle.

A wcale nie tylko tyle, bo dużo więcej.

Strach rozłazi się w człowieku, jak rak. Powoli włazi w każdą komórkę. I ją zajmuje dla siebie.

Chemioterapii antystrachowej mi trzeba.

Stracham się o Synka, o Dziecko Ważki, o moich rodziców, o bezpieczeństwo na świecie, o to, że umrę. O to, że jestem zdrowo pierdzielnięta, bo nie potrafię tego wszystkiego wyłączyć.

I żyć sobie z dnia jednego na drugi, lekuchna i beztroska, aż śmierć mnie z życiem rozłączy.