Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2015

Kochammężu

Kocham Cię mężu za to, że mamy wspólne konto. Bo to, jak wspólne życie jest. Kocham za to, że widzisz moje wszystkie głupie wydatki, a i tak mnie nie zabijasz;) No może z wyjątkiem tej wycieraczki za 4 dychy :D
Kocham Cię za to, że mi kupujesz kredki akwarelowe. I lampkę w Ikeii. I wybierasz żarówkę z najlepszym odzwierciedleniem kolorów. To nic, że punktową, 400 lumenów, które wypalają mi dziurę w kartce. Kocham Cię za to, że potem kręcisz tymi żarówkami 2 dni :mrgreen:
Kocham Cię za Multikino i używane okulary, które Cię brzydzą, bo niewiadomo, gdzie ktoś je wkładał. Gdzie można wkładać okulary??! 😂 Kocham Cię za to, że mnie rozśmieszasz.
Kocham Cię za to, że kochasz naszego kota miłością bezzwrotną i czulszą niż ta do mnie. Rozczula mnie to. Choć kiedy kochałeś tak krewetki, uważałam to już za lekką przesadę. Ale, że ja też kocham naszą Kulękota, jest ok.
Kocham Cię za to, że kiedy chcesz kupić kolejny naświetlacz do akwarium, to robisz oczy kota i mówisz: oj tylko 59 złotych. A summa…

Moje choroby

Listopad się w końcu rozmoczył. Ledwo coś widzę przez moje sławetne, wspominane nie raz w blogu, okno kuchenne. Raz, bo mokro, dwa, że brudne. Powinnam je umyć.
Powinnam sprzątnąć chlebak, w którym trzymam wszystko to, co nie wiem, gdzie włożyć. Bo się nie domyka.
Powinnam pościerać kurze z szafy u synka. Wtargnęło tam ostatnio uczucie nieczystości.
Muszę poprasować. Moja wielka, zakupiona specjalnie w celu ukrywania przed oczyma własnymi, skrzynia na ciuchy do prasowania, pęka.
Muszę posprzątać szafkę w łazience. Kosmetyki typu nabłyszczacz do włosow, po których ma się tłuste klejtry zaraz po wysuszeniu, muszą wypierniczyć.
Muszę wywalić dwa zdechłe bluszcze. I przytachać nowe.
Trzeba kupić żarówkę do mojej lampki blatowo-biurkowej.
Trzeba nastawić jasne pranie, bo muszę dziś zmienić pościele i ni chu chu nie upchnę brudnych do pełnego kosza na pranie.
Trzeba kupić cos do picia. Dziecko twierdzi, że na samej wodzie długo już nie pociągnie.
Trzeba umyć kuchenkę. Muszę zmienić obdrapaną doniczk…

Robić NIC

Miałam trzy ciężkie dni z synkiem.
Źle się czuję z tym, że tak o nich myślę, bo staję w słabości. Bo jestem słaba.

Trzy dni kołowacenia. Kręcenia w kółku autystycznego jobla. Biegania po domu, bo upadek, wywalone jedzenie, wylana herbata, wystraszony kot, obijanie ścian, niszczenie, pyskowanie, wywracanie oczami, kręcenie się, fikołkowanie, psucie zabawek, rzucanie zabawkami i inne.
Milion razy powtarzanie tych samych poleceń i próśb.
- Przebierz się synku..
Co mam zrobić? Przebrać się. Zdejmij spodnie. Co mam zrobić? Zdejmij spodnie. Aaaa..spodnie. Spodnie zdjęte? Co? A miałem zdjąć? Tak miałeś zdjąć i założyć dresy. Aaaa.. Nie zakładaj dresów na spodnie!Aaaa..pomyliłem się. Już! Ok, teraz skarpetki. Zdejmij skarpetki. Dobrze.. No zdejmij te skarpetki. Nie naciągaj ich do kolan na dresy, tylko zdejmij. Zdjąłęś tylko jedną, drugą też. Tak, drugą też! No, synek, założyłeś teraz jedną na drugą. Tak, pomyliłeś się, wiem. Zdejmij obie, załóż te inne.
Brawo.
Teraz bluzeczka...
.....
Teraz pozbiera…